Kilka dni temu, w cieniu ukraińskich wydarzeń, doszło do kolejnego przewrotu politycznego w regionie Morza Czarnego – w niewielkiej republice Abchazji opozycja ogłosiła przejęcie władzy, doprowadzając do dymisji urzędującego prezydenta. Pojawiły się głosy, że Abchazja ma szanse stać się drugim Krymem, tymczasem wszystko wskazuje na to, że stała się raczej drugim Majdanem. I to również porównanie zdecydowanie na wyrost, bo przejęcie władzy odbyło się tu w zaskakująco pokojowej atmosferze.
Abchazja…?
Abchazja – tzw. quasi-państwo czy para-państwo – pomimo braku uznania na arenie międzynarodowej, posiada niemal wszystkie atrybuty państwowości. Republika usamodzielniła się od Gruzji w wyniku wojny z lat 1992-1993, otrzymując od tego czasu pokaźne wparcie Rosji. Z kolei po wojnie rosyjsko-gruzińskiej z 2008 r. Rosja, a za nią kilka innych krajów, uznała niepodległość Abchazji.
Ustępujący prezydent republiki przejął władzę latem 2011 r. po śmierci lubianego Siergieja Bagapsza, pokonując m. in. Raula Chadżimbę, pełniącego kluczową rolę w wydarzeniach ostatnich dni. Zarówno Ankvab jak i Chadżimba uchodzą za polityków prorosyjskich. W wyborach z 2011 r. Ankvab był postrzegany jako kontynuator linii poprzednika, tymczasem Chadżimba miał reprezentować opcję zdecydowanie antygruzińską, skrajnie prorosyjską, mówiono wręcz o jego planach inkorporacji Abchazji do Rosji. Taki scenariusz obecnie nie wchodzi w grę, jest bowiem sprzeczny z oczekiwaniami społeczeństwa, które zdecydowanie opowiada się za niepodległością. Ankvab z kolei zdawał się zachowywać w swych rządach umiarkowaną autonomię, opowiadał się za niezaognianiem konfliktu z Gruzja i za pewną integracją etnicznej ludności gruzińskiej ze społeczeństwem abchaskim. W okresie swoich rządów cieszył się raczej umiarkowaną popularnością, o czym świadczyć może choćby seria nieudanych zamachów na jego życie.
W przeciwieństwie do wielu państw post-radzieckich, Abchazja doświadczyła już przejęcia władzy przez siły opozycyjne. Podczas gdy w pozostałych byłych republikach wybory utrwalają dotychczasowy system, a ich wyniki są dość przewidywalne i mają schlebiać urzędującym politykom i namaszczonym przez nich następcom, wyniki ostatnich wyborów – prezydenckich i parlamentarnych – w przypadku Abchazji były trudne do przewidzenia. Mimo niespełna dwudziestoletniej tymczasowości, władze Abchazji starały się, aby republika spełniała wszystkie podstawowe funkcje państwa. Przyczyn tego upatrywać należy nie tylko w dotkliwych skutkach wojny, złej sytuacji ekonomicznej oraz dość wysokiej przestępczości, ale również w chęci uzyskania lepszej pozycji przetargowej w negocjacjach międzynarodowych i zdobycia twardych argumentów za uznaniem państwowości abchaskiej przez globalnych graczy. W sferze gospodarczej Abchazja została niemal całkowicie wchłonięta przez Rosję, to ona bowiem stała się głównym rynkiem pracy, ośrodkiem wymiany handlowej, źródłem napływu inwestycji i monopolistą w niektórych gałęziach przemysłu. Dla zewnętrznych obserwatorów, zwłaszcza dla Gruzji i jej zwolenników, Abchazja jest pionkiem Rosji, który nie podejmuje żadnych ruchów bez zgody Kremla. Tymczasem Abchazowie tłumaczą, że Rosja jest jedynym gwarantem bezpieczeństwa i politycznej egzystencji republiki.

Suchumi, Abchazja, autor: Marco Fieber, źródło: flickr.com
Protesty w Suchumi
Opozycja, niezadowolona z dotychczasowych rządów prezydenta, już pod koniec kwietnian br. postawiła mu ultimatum: przygotowanie programu reform administracyjnych i gospodarczych, zmiana kierownictwa administracji państwowej z premierem Leonidem Lakerbaijem na czele i ograniczenie uprawnień władzy wykonawczej albo odsunięcie prezydenta od władzy.
Bierna postawa Ankvaba tylko rozjuszyła opozycję, która dała wyraz swemu niezadowoleniu 27 maja br. na wiecu w Suchumi. Kilka tysięcy ludzi protestowało przeciwko korupcji, autorytarnym rządom, doprowadzeniu gospodarki do ruiny, bezrobociu, w końcu przeciwko prowadzonej przed administrację prezydencką polityce przyznawania abchaskich paszportów etnicznej ludności gruzińskiej, która stanowi ok. 25% mieszkańców republiki. Paszporty pozwalają Gruzinom względnie normalnie funkcjonować w społeczeństwie – korzystać ze świadczeń, podejmować pracę, przekraczać granicę z Gruzją. Tzw. „paszportyzacja”, jak pokazały ostatnie badania, jest postrzegana przez część Abchazów jako zagrożenie suwerenności republiki oraz kupowanie przez prezydenta gruzińskiego elektoratu. Według opozycji 27 tysięcy ludzi otrzymało abchaskie paszporty „nielegalnie”.
Protestujący siłą zajęli budynek administracji prezydenckiej oraz zajęli siedzibę państwowej telewizji. Prezydent uznał demonstracje oraz zachowanie opozycji za próbę puczu, zgodził się jednak na podjęcie dialogu, choć rozmowy z liderami opozycji, m. in. z Raulem Chadżimbą, członkiem parlamentu, zakończyły się fiaskiem.
Początkowo abchaskie siły bezpieczeństwa solidarnie opowiedziały się po stronie prezydenta zapowiadając, że nie będą tolerować niekonstytucyjnych metod walki, które prowadzą do destabilizacji kraju. Prezydent tymczasem schronił się w jednym z nadmorskich kurortów. Postawa administracji uległa jednak zmianie i szybko zaczęto opowiadać się „po stronie ludu”. Mimo chwilowej destabilizacji, wszystkie ministerstwa i agencje rządowe funkcjonowały normalnie. Podobnie policja, która tylko w Suchumi została postawiona w stan najwyższej gotowości. Sytuacja w regionach pozostała spokojna i właściwie żadne głośniejsze incydenty antyrządowe czy proopozycyjne nie miały miejsca.
Tymczasem parlament – głosami 20 z 35 członków – uchwalił rezolucję, w której wezwał prezydenta do dymisji. W tej samej rezolucji parlamentarzyści udzielili również wotum nieufności premierowi Leonidowi Lakerbaya. Następnego dnia, 30 maja, opozycja powołała 21-osobową Radę Tymczasową na czele z Raulem Chadżimbą. Rada zapowiedziała, że Alexander Ankvab nie posiada już żadnej legitymacji do sprawowania władzy, a jego uprawnienia zostały przejęte przez parlament i przez Radę Tymczasową. Zadaniem nowego ciała politycznego ma być zapewnienie stabilności w okresie zmiany władz oraz wypracowanie projektu reform konstytucyjnych, które uchronią przed samowolą i uzurpacją władzy oraz umożliwią społeczeństwu sprawowanie faktycznej kontroli nad wybranymi przedstawicielami. Prezydentowi Ankvabowi ponownie zarzucono realizowanie swoich partykularnych interesów, autorytarne rządy i oderwanie od rzeczywistych problemów republiki.
Scenariusz inkorporacji Abchazji do Rosji
realistyczny jeszcze 10 lat temu
teraz wydaje się być niemożliwy
Ostatniego dnia maja abchaski parlament wybrał Walerego Bganbę na stanowisko tymczasowego prezydenta republiki. Datę wcześniejszych wyborów prezydenckich wyznaczono na 24 sierpnia 2014. Rezolucję w tej sprawie poparło 24 deputowanych. Lider opozycji, Raul Chadżimba, zapowiedział, że decyzję o ewentualnym starcie w wyborach prezydenckich podejmie po konsultacjach ze swoimi zwolennikami. Administracja państwowa zadeklarowała, że jest gotowa współpracować z nowo ogłoszonym tymczasowym prezydentem republiki.
Prezydent Ankvab wyraził sprzeciw wobec takiego trybu podejmowania decyzji, zaznaczając, że los kraju nie może zależeć od grupki niezadowolonych ludzi. Decyzję parlamentu nazwał sprzeczną z konstytucją.
Dymisja władz
1 czrerwca Ankvab podał się do dymisji: – Mając na uwadze zachowanie stabilności w kraju, składam rezygnację z funkcji prezydenta Abchazji, zgodnie z art. 65 konstytucji. Wzywam społeczeństwo do zachowania spokoju, utrzymania porządku i przeprowadzenia nowych wyborów w pokojowej atmosferze – mówił. Dodał również, że to, co obecnie ma miejsce w republice, może mieć katastrofalne skutki dla kraju. – Cele opozycji były jasne już od pierwszych dni protestów. Ale to tylko wierzchołek góry lodowej. Tu nie chodzi o reformy. Ich rzeczywiste apetyty będą tylko rosnąć. Te apetyty stanowią zagrożenie dla państwa abchaskiego. Walka o władzę może łatwo doprowadzić do utraty czegoś, co dla nas święte – Abchazja może po prostu przestać istnieć – dodał. Ankvab oskarżył również siły opozycyjne o próby zamachów na jego życie i zaznaczył, że jednym z ich celów jest uwolnienie terrorystów odpowiedzialnych za te zamachy.
1 czerwca Walery Bganba oficjalnie przejął władzę od ustępującego Ankvaba. Następnego dnia do dymisji podał się abchaski premier Leonid Lakerbaya. Na jego tymczasowego następcę wyznaczono Wladimira Delbę.
Co na to Kreml?
Tymczasem Rosja zapowiedziała, że będzie kontynuowała finansową oraz militarną pomoc Abchazji, tym bardziej, że kryzys polityczny został zażegnany pokojowo. Kilka dni wcześniej, zaraz po wybuchu zamieszek, doradca prezydenta Putina ds. Abchazji i Osetii Południowej, Władysław Surkow, spotkał się z prezydentem Ankwabem oraz z liderami opozycji aby znaleźć wspólnie optymalne wyjście z sytuacji. Surkow zaznaczył, że „stabilność została zapewniona dzięki mądrej i odpowiedzialnej postawie wszystkich uczestników procesu negocjacyjnego” i nie widzi przeszkód dla dalszej współpracy: – Rosja kontynuuje swoją współpracę z siostrzaną Abchazją we wszystkich dziedzinach. Mamy ścisłe kontakty z nowym tymczasowym prezydentem, parlamentem oraz rządem. Minister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Ławrow zaznaczył, że wydarzenia w Abchazji są wewnętrzną sprawą republiki i wezwał do rozstrzygnięcia sporu bez przemocy. – Jestem przekonany, że stosunki między Rosją a Abchazją będą się dynamicznie rozwijać – dodał.
Pełniący od kilku dni obowiązki prezydenta Abchazji Walery Bganba zapowiedział, że republika nie planuje podpisania nowych umów z Rosją. – Konieczne jest wprowadzenie w życie porozumień, które zostały osiągnięte wcześniej – zadeklarował, dodając, że Abchazja i Rosja zawarły już ponad 80 umów. Nowa głowa państwa uważa, że jego głównym zadaniem jest sprawne przeprowadzenie przedterminowych wyborów prezydenckich, w których wziąć udział będzie mógł nawet zdymisjonowany Aleksander Ankwab. Kolejnym krokiem będą negocjacje w sprawie akcesji Abchazji do Unii Eurazjatyckiej oraz Unii Celnej.
Druga z – wydawać by się mogło – zainteresowanych stron, Gruzja, przyjęła postawę ostrożnego obserwatora. Politycy gruzińscy apelowali wprawdzie do społeczności międzynarodowej o reakcję na wydarzenia w Suchumi i wyrazili obawę, że teren republiki stanie się drugim Krymem, jednak – jak można było się spodziewać – nie padły deklaracje aktywnego zaangażowania się w konflikt.
Konkluzje
Można się zastanawiać, do jakiego stopnia przewrót w Abchazji był sterowany przez Kreml – główny rozgrywający opozycji, Raul Chadżimba, od lat jest bowiem postrzegany jako wierny Moskwie. Scenariusz inkorporacji Abchazji do Rosji – realistyczny jeszcze 10 lat temu – teraz wydaje się być niemożliwy. Elity abchaskie zdają sobie sprawę, że doprowadzenie do rozlewu krwi byłoby dla Abchazji katastrofalne w skutkach, dlatego tylko polityczny kompromis wchodzi w grę.
Konflikt ten obnażył jednak słabość struktur abchaskich i jeszcze raz pokazał, że – mimo demokratyzacji struktur politycznych i ogromnego wsparcia ze strony Rosji – Abchazja boryka się z problemami wywołujących frustracje społeczne. A Rosja nie ma żadnego interesu w tym, aby te problemy rozwiązać.
Bardzo dobry artykuł. Świetnie, że podjęła się Pani zadania uporządkowania informacji dotyczących wydarzeń w Abchazji. Nie rozumiem jednak wniosków jakie wysuwa Pani w konkluzji. Wydaję mi się, że przyjęcie Abchazji do FR jest niemożliwe nie z tego powodu, że Abchazi nie wyrażają takiej woli, a z powodu tego, że Kreml nie wyraża takiej woli. Wśród opozycji obalonego prezydenta znajduje się partia, w której programie znajduje się plan pięciu kroków do wstąpienia do Federacji Rosyjskiej. Podłożem protestów była tragiczna sytuacja gospodarcza jaka ma miejsce w para-państwie od 2008 roku, jednak iskrą zapalną była „paszportyzacja” Gruzinów. Republika jest zatem w sytuacji, gdy wykluczając współpracę z Gruzją skazuje się na dalszy upadek gospodarczy. Wydaje mi się, że w takiej sytuacji pojawienie się silnych ruchów optujących za przyłączeniem się do FR jest tylko kwestią czasu. Czy dysponuje Pani jakimiś danymi dotyczącymi nastrojów społecznych (zwłaszcza w kontekście stosunku do wejścia w skład FR) w Abchazji?
W 2011 byłam tam kilkakrotnie. Abchazi wyraźnie podkreślali, że chcą niepodległości a nie włączenia do Rosji. I to ich różni od mieszkańców Krymu.