Przeczytaj tekst w innym języku: brak tłumaczeń
EURO 2012 zostało już chyba odmienione przez wszystkie przypadki. Piłka nożna wyskakuje już niemal z lodówki. Wśród natłoku futbolowych informacji coraz trudniej o perełki, które wyjaśniłyby, o co w tym wszystkim chodzi. Niemniej jedną z nich udało się wyłowić. Przez kulturę na stadiony i do ludzi. Do Doniecka.
Wymiar pierwszy
Donieck to nie Londyn. Szachtar to nie Chelsea. A emocje wokół nich jednak podobne. Kto nie wierzy, niech zobaczy film Jakoba Preussa “Drugie Chelsea. Historia z Doniecka” (The other Chelsea. A story from Donetsk). Drużyna Donbas Areny to miejscowa chluba, za którą kibice potrafią jechać autobusem do odległej Moskwy nawet siedemnaście godzin tylko po to, by zobaczyć swoich faworytów na żywo. Mecze i stadionowa euforia to mimo wszystko jedynie barwne tło raczej szarej wschodnioukraińskiej rzeczywistości. Tutaj czas zdaje się trwać w jakimś zawieszeniu. Niby coś się zmienia, coś ewoluuje, ale mozolnie i nie do końca. Nowoczesne telewizory i telefony nie są w stanie przysłonić nostalgii za Związkiem Radzieckim. Ściany siedziby władz miejskich zdobią portrety przywódców sowieckich, a poczet otwiera sam Józef Stalin. Słychać głosy, że za czasów ZSRR było lepiej, bo sajuz jedną ręką trzymał wszystko w ryzach, a teraz „każda władza to bandyci”. Tak przynajmniej twierdzi jeden z bohaterów filmu pracujący w szybie donieckiej kopalni. Ludzie nie mają zaufania do polityków i oligarchów, ale zgadzają się z ich decyzjami, bo w ten sposób chcą zachować spokój i bezpieczeństwo. W pomarańczowej rewolucji nie brali udziału, bo oprócz niechęci do obozu Juszczenki nie wierzą w wygraną jakiejkolwiek rewolucji. Żyją z dnia na dzień, zadowalając się lichą kopalnianą pensją i stadionowymi emocjami. Można powiedzieć, że tworzą jeden z trzech wymiarów ukraińskich realiów przedstawionych w dokumencie.
Wymiar drugi
Drugi wymiar, ten o jeden stopień wyżej, reprezentuje młody kandydat na burmistrza Doniecka, przedsiębiorca i polityk Partii Regionów w jednym – Kolja Lewczenko. W jego opinii nie ma jednej prawdy. Są dwie, w zależności od okoliczności. Przekonanie to odzwierciedla się w jego zachowaniu wobec mieszkańców Doniecka. Przed kamerami pozoruje się na opiekuńczego gospodarza, który odwiedza emerytowanych pracowników kopalń, chcąc w ten sposób zamanifestować swoje uznanie dla nich. W rozmowie oko w oko gardzi ludźmi z miasta. Przy okazji urządzania nowego biura, rzuca stwierdzeniem, że w Doniecku o specjalistach, którzy by mu w tym doradzili, mowy być nie może. Poza tym jednocześnie siedzi na dwóch krzesłach: kandyduje na burmistrza Doniecka pod niebieskimi barwami, a dodatkowo prowadzi interesy budowlane. Dwulicowość widać na wskroś w całym mieście, nie tylko u Lewczenki. Ludzi denerwuje majątek rządzących, ale nie chcą zmian w polityce. Pracują w zrujnowanej kopalni, ale zadowalają się obietnicą zarządu, że węgla wystarczy jeszcze dla ich wnuków i prawnuków. Można by rzec: i chcieliby i się boją. Zmiany to wyzwanie, a oni przywiązani są do panującej w regionie „swojskości”.
Wymiar trzeci
Trzeci wymiar Ukrainy tworzą takie postaci jak oligarcha Rimat Achmetow – fundator Donbas Areny i właściciel Szachtoru oraz obecny prezydent Wiktor Janukowicz. Mimo iż stoją najwyżej w hierarchii, w filmie nie mówi się o nich bezpośrednio. Widz otrzymuje klarowny przekaz, że (szare) eminencje istnieją, ale są poza zasięgiem przeciętnego zjadacza chleba. Twarze Achmetowa, czy Janukowycza niejednokrotnie pojawiają się na ekranie. Zawsze jednak z daleka, dyskretnie, zupełnie tak, jakby bliższe ujęcie groziło nieprzyjemnymi konsekwencjami, co zresztą się zgadza.
Film Preussa nie odkrywa nowych lądów, ale tłumaczy te już poznane. Opisy narratorskie są krótkie i rzeczowe, przez co interpretacji nie narzuca się odgórnie. Można odnieść wrażenie, że jest się współuczestnikiem zdarzeń. Całość uzupełnia sielankowa muzyka podkręcająca przygnębiającą sytuację mieszkańców Doniecka oraz wstawki zrobione z plasteliny i papieru, które służą za swego rodzaju mapę, po której porusza się autor wraz z bohaterami.
Dokument od momentu powstania w listopadzie 2010 roku zebrał w Niemczech sporo pozytywnych ocen. Frankfurter Allgemeine zauważa jego trójpłaszczyznową kompozycję, wskazując na nieustanne przeplatanie się osób i tematów. Süddeutsche Zeitung docenia reżysera za wierne oddanie ukraińskich realiów. Podkreśla, że jego obecność w tym kraju jeszcze jako obserwatora OBWE odegrała dużą rolę w całej produkcji. Ostatecznie właśnie tak Preuss poznał Lewczenkę, który później stał się jednym z głównych protagonistów jego filmu. O uznaniu dla debiutu reżysera świadczy także fakt, że film pokazano na tegorocznym Berlinale i że przyznana została mu Nagroda Grimme – renomowane wyróżnienie niemieckich telewizji. By jednak samemu ocenić dokument i sprawdzić, czy rzeczywiście jest on tak dobry, jak o nim mówią, trzeba go po prostu obejrzeć. Film jest już dostępny na DVD. Co szczęśliwsi mogli go oglądać w berlińskiej strefie kibica przy starym dworcu pocztowym (Alter Postbahnhof).
Kliczko zaprasza n demonstrację 18 maja 2013 w Kijowie.
“Gruzja jest mężczyzną”: o wybiórczej polityce aborcyjnej w Gruzji na Poltyka.pl.
W kwestii dostępu do aborcji – zakłócającej także równowagę płci w kraju – wypowiadali się i przedstawiciele Kościoła, i Premier.
Feradi.info przygotowało z tej okazji infografikę:
Elegancka kolekcja: lista drapieżników 2013, a na niej między innymi:
Ilham Alijew, Vasif Yusif Oghlu Talibow, Ramzan Kadyrow, Władimir Putin, Aleksander Łukaszenka… Na kogo polują?
Ulubiony dowcip białoruskiego satrapy. Prawie śmieszny.
1. Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników. Portal Eastbook.eu nie ponosi odpowiedzialności za treść opinii.
2. Redakcja portalu Eastbook.eu zastrzega sobie prawo do usunięcia komentarza w następujących przypadkach:
3. Trzykrotne naruszenie zasad wymienionych w pkt. 2 skutkować będzie zablokowaniem użytkownika na okres 1 miesiąca.
Pawel Lickiewicz
2012-06-29 15:27:10
Komentarz z wersji: pl
Odpowiedz